Archiwa

Wrzesień 2016
P W Ś C P S N
« paź    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Epilog

              Phil wszedł do swojego pokoju, zamknął drzwi, rzucił na stół klucze i rozsiadł się w wygodnym fotelu, pijąc mocne whisky. Przypomniał sobie, że wczoraj dostał list. Podszedł do stolika i otworzył biała kartkę, spojrzał na dół i zobaczył imię, imię, które na chwilę przypomniało mu wydarzenia z Sarnen, sprzed trzech lat. Boże – pomyślął – to już trzy lata, a wydaje się jakby to było tydzień temu.
Zaczął czytać.

         Drogi Philu Jones
Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Nie będę cię tu zanudzać, bo wiem jak masz dużo pracy. Ale dalej uważam, że powinieneś nas odwiedzić w Bernie.
U nas wszystko dobrze, przede wszystkim spokojnie.
Neal z Lucią zamieszkali ze mną. Nawet nie wiedziałam,że mamy z Lucią tak dużo wspólnego, a Neal to naprawdę cudowny człowiek, ostatnio przedstawił nam swoją dziewczynę Camillę,mam nadzieję, że będą razem szczęśliwi. Ryan z El i Oskarem, także mieszkają z nami, ale bardzo się cieszę, bo byłoby trochę smutno nam w trójkę. Lucas i Charlie zamieszkali w Bernie, ale mają swoje duże mieszkanie. Podziwiam Lucasa, jest cudownym mężem i ojcem i potrafi to łączyć z karierą muzyczną. Jak bardzo się myliłam co do niego, no ale to przeszłość, ważne, że Charlie jest szczęśliwa, i że Lucas świata nie widzisz po za swoją córeczką Eleną. A jak ona szybko rośnie, widzisz musisz nas odwiedzić!
Hope i Collin także mieszkają w Bernie, w centrum miasta. Cieszę się, że Collin próbuje na nowo ułożyć sobie życie, zasługuje na szczęście po tym ci się stało. Dużo z Hope podróżowali, zwiedzali chyba pół Europy! I wyobraź sobie wzięli ślub! Nic nikomu nie mówiąc! w Hiszpanii! Ale nie mam im tego za złe. Zresztą w Bernie powtórzyli przysięgę małżeńską, ale co najważniejsze zostałam znowu babcią! Pół roku temu Hope urodziła synka. Prześlicznego Fabianka! Jest tak podobny do Hope! Wiem, że Collin da mu wszystko, to, czego nie dał mu ojciec, wiem, że będzie najlepszym ojcem na świecie!
Tak więc, my czekamy, musisz nas koniecznie odwiedzić, żeby zobaczyć Elenkę i Fabianka, i nie tylko.
                                         Do zobaczenia.
                                                   Monique Madson

Phil odłożył list i uśmiechnął się. Czemu nie? – pomyślał.

                                                     THE END

Rozdział 27

            Wszyscy odwrócili się w kierunku człowieka, który wypowiedział te słowa.
– I co z tego? – odrzekł Ryan – Pytam się po raz drugi, panie Jones, co mają Confetti do Aarona Madsona?
– Myślę, że pan Vincent powinien państwu to wytłumaczyć – Jones skierował wzrok na starszego człowieka.
– Nie ma co tłumaczyć – odrzekł Moreno – pan detektyw ma rację, moi dziadkowie byli założycielami tego hotelu, a ja nazywam się Vincent Moreno Confetti, ale nie używałem tego nazwiska.
– I co dalej w związku z tym? – pytał niecierpliwie Ryan
– Przepraszam,nie miałem siły juz na to patrzeć i sam wymierzyłem sprawiedliwość, a później wszystko potoczyło się tak szybko. Matthew nie powinien zginąć, a Lucas to naprawdę inteligentny człowiek i był i tak poza wszelkimi podejrzeniami.
– O czym ty mówisz? – krzyczała Monique
– Zabiłem twojego męża, bo nie mogłem patrzeć, jak traktuję ciebie, i wasze dzieci, powiedział mi, że Neal jest jego synem, wtedy jeszcze bardziej go znienawidziłem. – Tymczasem Collin zsunął się na podłogę i schował zapłakaną twarz w ręce. – Znałem każdy kąt w tym hotelu, wszedłem tajnym przejściem i postawiłem mu tą butelkę koniaku, bo wiedziałem, że lubi go pić. Lek psychotropowy załatwiłem dużo wcześniej, nie było problemu. Chciałem, żebyście nie cierpieli już, ani sekundy dłużej.
– Vincent, coś ty najlepszego zrobił? – krzyczała Monique, wszyscy byli w szoku. Monique zwróciła się do młodego syna: Collin!
Collin wstał i zwrócił się do Jonesa
– Nie ma mowy o pomyłce? – zapytał i uśmiechnął się, widząc przeczenie głowy Phila. – To jest śmieszne. – wszyscy wstali, Collin zwrócił się do matki – Mamo powiedz, że to nie prawda. Powiedz, że on nie jest moim ojcem.
– Przykro mi synu! – odparła, płacząc, chciała przytulić się do syna, ale ten ją odtrącił.
– Aaron, którego przez całe życie uważałem za swojego ojca nie żyje, a jego mordercą jest mój prawdziwy ojciec?! – wykrzyczał z całych sił – To chore! – uderzył rękę w ścianę
– Collin! – wykrzyczała Hope i podbiegła do niego
Vincent zwrócił się do Monique
– Collin to mój syn? Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? – krzyczał Vincent. – Przecież gdybym wiedział…
– To co byś zrobił? – spytał Collin
– Zawsze byłeś dla mnie jak rodziny syn…
– Dość! – krzyknął, a Hope bała się, by nie zrobił sobie już żadnej krzywdy
– Nie miałem ojca tyle lat i niech tak zostanie, nie masz prawa nazywać się moim ojcem,skoro zabiłeś. Nie masz takiego prawa !
Jones otworzył drzwi i do salonu weszli policjanci, którzy skuli kajdankami Moreno. Monique nie wniosła oskarżenia na Neala za usiłowanie uszkodzenia zdrowia, a medycy opatrzyli rękę Collinowi. Wokół hotelu stroiło się także od dziennikarzy. Phil w tłumie rozpoznał swojego przyjaciela.
– Peter, a co ty tutaj robisz? – przywitali się gorąco
– No co? Stęskniłem się za tobą! Zresztą jesteś okrutny! Miałeś przyjechać tu na wakacje, a nie do pracy!
– Tak jakoś się złożyło, a jak tam Twoja przygoda we Francji?
– E tam! Nic ciekawego,okazało się, że broszkę wzięła córka madame, nie mówiąc jej o tym wyjechała do Włoch. Noi zamiast Petera Murraya na pierwszych stronach gazet jest oczywiście Phil Jones, który rozwiązuje zagadkę śmierci Aarona Madsona.
– Oj nie przesadzaj! – uśmiechnął się – Szkoda, że tak to się skończyło, że niewinni tyle wycierpieli przez dwie osoby. Przyjaciel diabła – szepnął
– Co mówiłeś?
Jones pokręcił głową, po chwili podszedł do niego Lucas
– Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy, dużo panu zawdzięczam i nie wyobrażam sobie, żeby nie było pana na naszym ślubie.
Jones uśmiechnął się i kiwnął, równocześnie podając rękę Lucasowi
– Widzę, że zacieśniasz więzy – uśmiechnął się Peter, gdy Lucas zniknął im z pola widzenia.
– No wiesz, trzeba sobie zjednywać ludzi – odparł – Ale teraz wracajmy juz do Londynu. Tez się stęskniłem.
Panowie wyszli razem z hotelu, zostawiając w dali napis. ,, Confetti „

Rozdział 26

              Tymczasem Collin zaczął bardzo mocno oddychać ledwo łapiąc powietrze. Hope trzymała go za rękę szepcząc, że wszystko będzie dobrze, ale Collin wyrwał się z jej rąk i wstał
– Czego się jeszcze dowiem w tym cholernym hotelu? – wykrzyknął Collin – No słucham, co jeszcze? – Hope stanęła tuż obok niego i próbowała go uspokoić, ale Collin nie reagowała na jej prośby – Mamo wiedziałam o tym? Wiedziałaś czy nie? – krzyczał przeraźliwie
– O czym? O jego romansach ? Oczywiście, że tak każda kobieta by to zauważyła. O Nealu? Nie! Nie wiedziałem, że to jego syn! – odkrzyknęła Monique
– Skoro traktował Neala w ,, miarę normalnie ” jak na jego taktykę rozumienia, a mnie nienawidził, to dalej twierdzisz, że nie znał prawdy o mnie? – krzyczał nieprzerwanie
– Powiedziała pani Collinowi prawdę? – wtrącił się Jones i zobaczył jej potakiwanie
– O co tu chodzi? – wrzasnął Ryan – Collin ma rację, ile jeszcze można?
– Collin – zwrócił się do chłopaka Jones – może będzie lepiej jak stąd wyjdziesz? – popatrzył na niego ze współczuciem
– Mam rozumieć,że będzie jeszcze gorzej tak? Nie, nie wyjdę przeżyłem juz wystarczająco dużo, więc jeszcze jedna wiadomość może mnie nie zabije, chyba, że wcześniej wyląduje w wariatkowie
– Collin! – krzyknęła matka
– Hope, zajmij się Collinem – Dziewczyna przytuliła się do chłopaka, który ją mocno objął
– Panie Jones, niech to się już skończy. Wystarczająco dużo tu niektórzy przeszli – zaczął doktor Steve
– Dobrze, rozumiem, a więc ktoś wrabiał Lucasa, tak mi się przynajmniej wydaje, jego bransoletka w pokoju Aarona, którą znalazłem później, przy zwłokami kamerdynera tez znalazł się Lucas, co ciekawe.
Dla mnie to jest bardzo nie dorzeczne. Ten chłopak ma całe życie przed sobą i zniszczył sobie karierę, tylko po to, by zabić dwoje osób? Lucas to bardzo inteligentny człowiek i on mi bardzo pomógł. Co do kamerdynera, to wiedział dużo i dlatego zginął, ale zdarzył mi powiedzieć jedno słowo, bardzo znaczące : hotel.
Otóż w pokoju Aarona było tajne przejście, które pozwalało wejść do jego pokoju osobie, która nie chciała być widoczna. Zdjęcie, które wisi w recepcji także dało mi dużo do myślenia. Założycielem hotelu był Albert Confetti, tutaj wychowywał się jego potomkowie, znali każdy kąt.
– Panie Phil, co mają do rzeczy ci cali Confetti, oprócz tego,że tak nazywa się ten hotel, do naszego ojca? – zaczął Ryan
Phil spojrzał w okno, widział dwa duże radiowozy policji.
– Collin – zwrócił się Jones, który siedział obok Hope na fotelu – doktor Steve przygotował taki środek usypiający. Wypił go. – Collin popatrzył prosto w oczy detektywa
– Chyba mnie juz nic nie zaskoczy! I tak nie mam już na to sił, wiec niech pan przestanie z tymi proszkami i niech pan powie, kto zabił niewinnego Matthew i człowieka…- Collin zawahał się – o którym tu głównie mowa.
– Bardzo mi przykro, że musisz przez to przechodzić – odparł Jones a Collin tylko kiwnął
Nagle wszyscy usłyszeli zaskakujące słowa
– Ja się nazywam Confetti.

Rozdział 25

              Phil popatrzył na zgromadzonych, w ich oczach krył się strach i przerażenie.
– Neal, myślę że powinieneś przeczytać wszystkim list jak napisała twoja matka do Aarona – Jones podał biała kartkę Neilowi, który stanął obok Jonesa na środku i spojrzał na wszystkich szepcząc tylko : Przepraszam,nie chciałem, żeby to tak wyszło – wyprostował kartkę i zaczął czytać :

                Aaronie
Na pewno mnie nie pamiętasz, może to zdjęcie choć trochę ci mnie przypomni, chociaż w to wątpię, bo taki człowiek jak ty miał pewno wiele kobiet. Ale ja nie o tym, chciałam, żebyś wiedział, mimo, że obchodzi cię to pewnie tyle, co zeszłoroczny śnieg, ale moje sumienie nakazuje mi, żebyś znał prawdę. Wiedziałam jaki jesteś, ale mi się to w tobie podobało, mimo, że inni przestrzegali mnie przed tobą, a ty to skrzętnie wykorzystałeś. Wykorzystałeś mnie, wziąłeś to, co chciałeś bez żadnych uczuć, zostawiłeś, odeszłeś bez słowa, porzuciłeś jak zwykłą szmatę, która jest potrzebna tylko do jednorazowego użytku, by zaspokoić swoje potrzeby, nie patrząc w ogóle na uczucia innych. Tego juz nie zmienię, nie zmienię również faktu, że masz syna, który bardzo pragnął mieć ojca, ale teraz po latach wiem, że dobrze się stało, że nie byłeś dla niego ojcem. Razem dawaliśmy sobie radę mimo upokorzeń, wyzwisk, wykluczenia, wszystko to lepsze niż Twoja obojętność. Nie chcę nic od ciebie, chcę żebyś tylko żył z przekonaniem ilu ludzi skrzywdziłeś w swoim życiu i ile jeszcze na pewno skrzywdziłeś w swoim życiu i ile jeszcze na pewno skrzywdziłeś w swoim życiu i ile jeszcze na pewno skrzywdzisz.

                                            Żegnaj na zawsze
                                                        Lucia Hackman

Neal złożył list oddając go Jonesowi. Po jego policzkach płynęły łzy
– Znalazłem ten list jak miałem 18 lat. Zawsze chciałem się na nim zemścić za to co zrobił mamie, co odebrał mi. Wiedziałem, że Elizabeth jest jego synową, spotkałem ją naprawdę przypadkiem, poprosiłem ją, by przedstawiła mnie jako swojego kuzyna, chciałem być bliżej Aarona, chciałem wiedzieć jak mieszka, jak żyje jaki jest naprawdę. Poznał mnie chyba po tym zdjęciu, nie wyrzucił mnie z domu, bo wiedział, że mogę wszystkim powiedzieć prawdę. Przelewał mi na konto pieniądze, o dziwo zrobił to bez żadnych wyrzutów, chciałem tylko, żeby mama juz nie cierpiała,żebyśmy nie żyli w biedzie, chciałem żeby coś od życia miała, żeby kupiła coś dla siebie, nie martwiąc się o mnie, że ja nie będę miał co zjeść, czy w co się ubrać, jak to kiedyś bywało. O zmarłym nie mówi się źle, ale ja się cieszę, że nie miałem ojca, że nie jestem taj jak on – Neal wytarł rękę mokre od łez policzki.
Charlie podeszła do Neala :
– Wiem, że mimo wszystko nie chciałeś zrobić mu krzywdy, nie jest taki, jesteś moim bratem i pomożemy ci, wszyscy – Dziewczyna przytuliła go mocno, a on równie mocno przytulił się do niej.

Rozdział 24

             Nad Sarnen rozciągał się piękny krajobraz wychodzącego słońca. Detektyw Phil Jones wiedział ,że dzisiejszy dzień powinien być dniem ,w którym odkryje mordercę,a ten zostanie ukarany. Od razu ,z rana udał się do recepcji ,wiedział z doświadczenia,że pracownicy mogą być pomocni w takich sytuacjach. Przy recepcji stała młoda dziewczyna,śliczna blondynka w wieku ok. 24 lat , obok niej ubrany w czarny garnitur starszy mężczyzna ok. 55 letni. Jones pogadał z nimi najpierw o codziennych sprawach,później zagaił coś na temat wydarzeń jakie miały miejsce w hotelu. Niestety nie dowiedział się od nich nic ciekawego, gdy miał już odchodzić jego uwagę przykuł pewien obraz ,który wisiał przy recepcji. Dokładnie to nie był to obraz ,lecz zdjęcie,może sprzed ok. 50 lat oprawione w ciemną ,grubą ramkę.
– Kogo przedstawia to zdjęcie ? – zapytał Jones wskazując palcem
– Właścicieli hotelu – odparł mężczyzna – Rodzinę Confetti . Tak przecież nazywa się ten hotel – patrzył długo na Jonesa – czy coś nie tak z tym zdjęciem? – spytał zdziwiony recepcjonista
– Czy na tym zdjęciu są wszyscy członkowie rodziny Confetti ?
– Z tego co wiem to tak ,pan Albert Confetti wybudował ten hotel, na tym zdjęciu jest z żoną,synem , synową i wnukiem .
Jones długo się wpatrywał w postać na zdjęciu ,szczególnie na postać młodego chłopca, który mu wyraźnie kogoś przypominał
– Jak nazywa się ten mały chłopiec ? – zapytał patrząc recepcjoniście głęboko w oczy.
Odpowiedź ,jaką usłyszał rozwiała jego wątpliwości . Kilka chwil później poprosił Ryana,by sprowadził wszystkich do salonu,poprosił jedynie ,by Oskar nie uczestniczył z nimi w wyjaśnianiu sprawy .
Gdy wchodził do salonu zobaczył całą rodzinę Madsonów ,siedząca obok siebie. Jones stanął w środku zamykając za sobą drzwi , taki , by nikt nie mógł wejść i tak ,by nikt nie mógł stąd.
-Policja już została wezwana.- zaczął i zobaczył strach w oczach wszystkich. – Niestety morderca jest tu z nami, ale jest jeszcze szansa, żeby sam przyznał się do winy – popatrzył na wszystkich, gdy nagle z krzeseł wstali Charlotte i Lucas.
– Korzystając z tego, że są tu wszyscy , zaczęła Charlie – chcemy z Lucasem wam coś powiedzieć – wśród rodziny zapadła cisza, a młoda para trzymała się za ręce.
– Wiemy, że detektyw odkrył zabójcę, ale najpierw musimy coś powiedzieć.
– Mamo, zdaję sobie sprawę, że nie popierasz mojego związku z Lucasem…
– Charlie… – zaczęła pani Monique
– Mamo, nie przerywaj mi. Jestem pewna swoich uczuć, kocham Lucasa i zamierzamy się pobrać.
Zapadła cisza ,a potem szum . Hope i Collin podeszli do Charlie i pogratulowali im.
– Ale to jeszcze nie koniec – uśmiechnęła się Charlie . – Bo ja i Lucas będziemy mieli dziecko.
– Ja wiem ,że pani nie widzi mnie jako przyszłego zięcia – zaczął Lucas – ale nie chcę już udawać ,że Charlie jest mi obojętna ,że mnie nie obchodzi ,że to tylko przyjaciółka, bo tak nie jest . Jest jedyną dziewczyną ,z którą jestem szczęśliwy ,zrobię wszystko,żeby i ona była szczęśliwa i miała wszystko ,to czego zapragnie ,przede wszystkim ,żeby naszemu dziecku nic nie brakowało.
Monique płakała,wstała z krzesła i podeszła do Charlie, przytulając ją mocno szepnęła jej: Mam nadzieję,że wiesz co robisz, życzę wam szczęścia.
Później podeszła do Lucasa i powiedziała do niego: Jesteś dobrym człowiekiem, nie skrzywdź mojej córki,opiekuj się nimi. I gluptasie cieszę się, że będziesz moim zięciem, udowodniłeś, że na to zasługujesz, bo walczysz do końca. – Lucas uśmiechnął się i oboje padli sobie w objęcia. Chwilę po tym dołączyła do nich Charlie, Ryan i Collin z Hope.
– Jeśli mogę się wtrącić,to cieszę się, że tak to się skończyło- za zaczął Jones i uścisnął dłoń Lucasa. – zapadła cisza, wszyscy usiedli na swoich miejscach.
– Otóż było to trudne, muszę przyznać, ale w mojej długoletniej karierze zawodowej zdawały się trudniejsze, więc nie ma co narzekać. Może zacznijmy od czekolady,która była zatruta, nie, przepraszam zatruta to złe słowo, miała w sobie silny narkotyk, który powodował trudności z oddychaniem ,w żadnym przypadku nie przyczynił się do śmierci pana Aarona. Więc, tą czekoladę zaniosła Elizabeth, ale ona nie miała pojecia,że z tą czekoladą jest coś nie tak, wykonała tylko prośbę swojego kuzyna Neala, który tą czekoladę jej dał. Po rozmowie z Nealem wiem,że targały nim bardzo silne emocje, po części zrozumiałe i że tak naprawdę nie chciał zabić Aarona. Może najpierw sprostujmy, że Neal nie jest kuzynem Elizabeth.

Rozdział 23

              Charlie siedziała na łóżku okryta kocem. Hope zrobiła, jej gorącą herbatę i siedziała za nią przez jakiś czas. Z trudem wytłumaczyła bratu i jego dziewczynie, że czuję się dobrze i, że może zostać sama, ale w końcu jej się udało. Przeróżne myśli przelatywały przez jej głowę. Najgorszy był widok Lucasa nad ciałem kamerdynera. Gdy przywoływała ten obraz, robiło jej się niedobrze. To miały być tylko urodziny, a wyszedł prawdziwy horror. Z rozmyślań wybił ją dźwięk otwieranych drzwi.
– Lucas – wyszeptała i wstała na jego widok
– Jeszcze nie śpisz ? – zapytał podchodząc do niej – Dobrze się czujesz, wyglądałaś na bardzo bladą? – zapytał troskliwie
– Powiedz, że nic mu nie zrobiłeś – wydukała
– A uwierzysz mi? – popatrzył w jego oczy, Charlie usiadła z powrotem na łóżko – Detektyw juz prawie wie, kto jest zabójcą i ten ktoś mnie ewidentnie wrabia, ale chyba na tyle dobrze mnie i znasz, że wiesz, że nie skrzywdziłbym nikogo z twojej rodziny…., bo cię kocham… – Charlie odwróciła wzrok w jego kierunku, Lucas podszedł do niej i uklęknął przed nią, a młoda kobieta położyła swoje ręce na jego głowie. – Myślałam, że to , co jest między nami jest tylko na chwilę ale miałaś rację,im dłużej z tobą przebywałem, im więcej chwil z tobą spędzałem, tym bardziej się w tobie zakochiwałem, tylko bałem się przyznać przed tobą i przed samym sobą. – Lucas wytarł z jej policzku łzy. Proszę, nie płacz. – Charlie zeszła z łóżka i przytuliła się do niego mocno. – Tylko, czy ty na pewno chcesz być ze mną, wiedząc,że nie zawsze będę przy tobie, muzyka, koncerty,trasy to wszystko jest wpisane w mój zawód….
– Poczekaj – przerwała mu Charlie – musisz jeszcze o czymś wiedzieć. – Lucas popatrzył na nią, Charlie wstała.
– Jeśli zdecydujesz się być z Raphaelem, zrozumiem…
– Nie! To nie o to chodzi. Raphael to przeszłość, zawsze będę miło wspominać nasz związek, w końcu o mało co, nie zostaliśmy małżeństwem, ale to nie to.
– Wiedz o co chodzi? – pytał zaniepokojony mężczyzna,który stanął za kobietę i położył swoje ręce na jej ramionach.
– Nie chce, żebyś pomyślał, że sobie to wszystko zaplanowałem, ułożyłem tak, żebyś ze mną został….- mówiła tajemniczo
-Charlie, proszę nie przerażaj mnie! Chyba nie mówisz o tych… Morderstwach – zaczął zdezorientowany
– Oczywiście, że nie – odwróciła się i uśmiechneła, podchodząc do stolika i upijając końcówkę herbaty przygotowanej przez Hope. – Miałam ci powiedzieć w dniu urodzin ojca, ale sam wiesz, jak to się wszystko potoczyło i ile rzeczy działo się później.
– Co chciałaś mi powiedzieć? Jeśli nie chodzi o Raphaela ani o te morderstwa to o co? Wyjeżdżasz gdzieś za granicę, dostałaś dobrą propozycję pracy, a może jesteś poważnie chora? … – Charlie popatrzyła na niego i tylko się uśmiechneła – Lucas, proszę, ty juz lepiej nic nie mów – potrząsneła głową. – To jednak prawda, że faceci są w ogóle nie dopuszczają takich myśli do głowy…
Lucas oparł się o komodę, przez chwilę nie mówił nic – Chcesz mi powiedzieć, że… – Może los tak chciał, może to los zdecydował za nas… – Mężczyzna podszedł do stolika i nalał sobie do szklanki mocnego trunku, który wypił jednym łykiem, odstawiając szklankę popatrzył na stojącą na przeciwko niego kobietę – Chwila – powiedział i nalał sobie jeszcze jedną szklankę, która opróżnił w mgnieniu oka, lekko się przy tym krzywiąc – Jesteś w ciąży? – patrzył w jej oczy przez dłuższą chwilę – Charlie kiwnęła głową, wyszeptując ciche. ,, tak ” – 6 tydzień, badania zrobiłam na kilka dni przed przejazdem tutaj, wcześniej nie byłam pewna, więc nie chciałam robić niepotrzebnego zamieszania, zresztą chyba bałam się twojej reakcji, nadal się trochę boję, brakowało mi tych dwóch słów, które wypowiedziałaś dzisiaj, ale wiem, że jesteś dobrym człowiekiem, że w głębi duszy pragniesz bezpiecznego, ciepłego, rodzinnego domu, że wracając z koncertów, chcesz, żeby ktoś w tym domu był i czekał, że tak naprawdę to nie tylko muzyka jest dla ciebie najważniejsza, że jest coś wyżej: rodzina. Muzykę i fanów możesz mieć zawsze a rodzina to coś wyjątkowego, jedynego, niepowtarzalnego, co tracąc raz, możesz stracić na zawsze. Wiem, że tego chcesz, tylko boisz się tego przyznać przed samym sobą, a nie tłumaczysz się jakimś fotoreporterami, dziennikarzami itd., a mnie nie obchodzi, co oni piszą , ważne, żebyś to ty mówił mi prawdę. – Charlie usiadła obok Lucasa na łóżku – Czemu mi nie mówisz? – Lucas popatrzył się na nią
– Bo ty juz chyba wszystko powiedziałaś…
– Wiem, że to wywróci twój świat do góry nogami…
– Zrobiłaś to już, gdy Cię poznałem – przerwał jej piosenekarz – teraz robisz to drugi raz, ale teraz to już jest na pewno nasz świat. Zrobiłaś, co chciałaś, masz w sobie coś, co działa na mnie tak, że siedzisz w mojej głowie, byłem pewny, że to jest tylko na chwilę, ale niech będzie na wieczność. – położył dłoń na jej ramieniu, lekko dotykając jej policzki, pocałował ją mocno w usta – Ale przyznasz, że jak na dziś to trochę za dużo, nie wiem, czy dam radę być dobrym chłopakiem, a co mówiąc, być dobrym ojcem? I co ja mam z tobą zrobić? – zapytał,patrząc w jej piękne oczy
– Tylko mnie kochaj – wyszeptała – Tylko nas kochaj – poprawiła się, uśmiechając szeroko, po czym oboje utonęli w objęciach.

Rozdział 22

             Przeraźliwy krzyk kobiety znudził rodzinę Madsonów. Chwilę po tym wokół dwóch mężczyzn zrobił się tłum ludzi.
– Lucas, co się stało? – zapytała Charlie prawie płacząc. Lucas pochylał się nad ciałem kamerdynera, miał ręce we krwi
– Ja…ja nic już zrobiłem – wydukał. – Usłyszałem odgłos upadania i tak go znalazłem. – Charlie złapała się za głowę i oparła o futrynę. – Niedobrze mi – wydukała. Detektyw Jones wziął sprawy w swoje ręce – Collin, Hope – zwrócił się do młodych – zajmijcie się Charlie, wygląda na przemęczoną i bardzo bladą. – Para podeszła do Charlie i zaprowadziła ją do pokoju. Wszyscy, proszę się rozejść, doktorze,zajmie się pan… – wskazał na leżąca postać – A ty Lucas pójdziesz ze mną.
Wkrótce korytarz zrobił się pusty. Lucas i detektyw Jones poszli do pokoju detektywa. Chłopak usiadł na krześle, wycierając mokre ręce, które wcześniej obmył z krwi.
– Naprawdę nic mu nie zrobiłem! Po prostu wyszedłem z pokoju i usłyszałem odgłos upadania – tłumaczył się piosenkarz
– Dlaczego wszystko wskazuje na Ciebie? – zastanawiał się głośno Jones
– Tez tego nie wiem. Nie mam żadnych powodów, żeby zabić tego starszego człowieka, przecież nic mi nie zrobił.
– A jednak ktoś uparcie kieruje podejrzenia na Ciebie! – wykrzyczał
– Może on za dużo wiedział… – zagaił Lucas
– Pewnie tak, musze to dokładnie zbadać. – Detektyw Jones podszedł do szuflady i wyjął z niej bransoletkę
– Czy to twoja bransoletka? – Lucas wpatrywał się w błyskotkę i wziął ją do ręki – ,, Mu Dream ” – wyszeptał i popatrzył w oczy Jonesowi. – No tak,przecież to bransoletka z jednej z moich kolekcji, tytułowego drugiego albumu, mam też koszulki z tym tytułem, kubki, można było sobie zamówić poduszkę lub bluzę, ale skąd ja pan ma?
– Oskar ma też taka koszulkę, prawda? – Lucas kiwnął. – A czy miał też tą bransoletkę?
– Miał cały zestaw tego, chciał to mi załatwiłem, nie było problemu, ale nie wiem, czy ta bransoleta jest jego.
– Znalazłem ją w pokoju Aarona…
– To są jakieś żarty! – Lucas wstał z krzesła – Co tam bransoleta robiła w pokoju, w którym zginął Aaron?
– Właśnie, tez zadaje sobie tę pytanie – westchnął Phil – I w dodatku nie znalazłem jej tam w dniu morderstwa, przynajmniej jej tam nie widziałem, dopiero kilka dni po morderstwie ją znalazłem.
– Dlaczego ktoś próbuje mnie w to wrobić? – krzyczał. – Przecież to jest absurdalne! Cała moja kariera muzyczna, to, nad czym tak długo pracowałem, nie byłoby nic warte, wiec dlaczego? Przecież nie skrzywdziłbym Charlie! – Lucas schował twarz w dłoniach. Detektyw podszedł do niego i poklepał go po ramieniu
– Wiem, że tego nie zrobiłeś – popatrzył mu w oczy – Znam się na tym, w końcu nie raz widziałem morderstwa i odkrywałem zbrodniarzy. Ty na pewno do nich nie pasujesz, zresztą brakuję mi jednego puzzla do tej układanki, żeby być pewnym kto to zrobił i kto to zrobił i kto cię wrabia.
– Mam tego wszystkiego dość, tyle rzeczy dzieje się w tej rodzinie. Po prostu jak jakiś film to wszystko… – wyszeptał Lucas
– Oj tak, zgadzam się z tobą. Teraz wracaj do pokoju, do Charlie, ona ciebie potrzebuje.
– Obawiam się, że nie – popatrzył mu w oczy – Słyszałem jej rozmowę z Raphaelem, on chce do niej wrócić, a ona będzie z nim szczęśliwsza niż ze mną. Zresztą wszyscy mnie tu uważają za mordercę Aarona,wiec nie mam szans.
– Nie znam się za bardzo na związkach, jak wiesz nie mam żony, ale wydaję mi się, że nie możesz tak zrezygnować z niej. Co poczułeś jak ona z nim rozmawiała? Tylko szczerze, szczerze powiedz co czułeś! – Lucas oparł się o drzwi, jego oczy robiły się wilgotne.
– Byłem o nią zazdrosny, cholernie zazdrosny, nie chce, żeby znikła z mojego życia, ale nie dam rady być z nią w związku!
– Skąd wiesz, że nie dasz rady? Nie możesz czy nie chcesz spróbować? Zobaczysz, że później będziesz żałował. Ja żałuję, że pozwoliłem odejść kobiecie, z którą mogłem spędzić resztę życia, dopiero patrząc na Collina i Hope sobie to uświadomiłem, ale dla mnie jest juz za późno, ale dla ciebie nie. Postąpisz jak uważasz, ale nie daj się… Walcz. Nic nie stracisz, a możesz wiele zyskać. Zaufaj staremu człowiekowi – uśmiechnął się, Lucas odwzajemnił uśmiech i wyszedł.

Rozdział 21

             Charlie była bardzo zdenerwowana, chodziła w kółko po pokoju, nie widziała Lucasa od ponad pięciu godzin i nie mogę ok a się do niego dodzwonić. Bała się, że mogło się coś stać, bo on nigdy nie wychodził bez powiadomienia. Przerażona, nie mogła usiedzieć na miejscu, na szczęście uspokoiła się trochę gdy ujrzała jego sylwetkę w drzwiach. Szybko uniosła się z fotela:
– Martwiłam się, wyszedłeś gdzieś bez żadnej wiadomości, nie odzywasz się, co ty wyprawiasz? – pytała
– Nie wiedziałem,że jesteś moją niańką, której musze się ze wszystkiego spowiadać?! – zaczął i podszedł do stolika, nalewając sobie do szklanki jakiegoś drinka.
– Aha, czyli rozumiem,że odgrywasz się na mnie, za tą naszą wcześniejszą rozmowę? – popatrzyła mu głęboko w oczy
– Myślisz, że wszystko kręci się wokół ciebie?! Przykro mi, ale nie! – wypił nalaną ilość drinku i usiadł na łóżku.
– Lucas, co się stało? Nigdy nie mówiłeś do mnie w ten sposób.
– A musiało się coś stać? Lepiej skończmy to od razu, nie chce marnować ci życia, zresztą – westchnął – i tak nic było z tego nie wyszło,bo ja nie jestem tym idealnym facetem, o którym marzysz i nigdy nie będę….
– O czym ty w ogóle mówisz? – krzyknęła kobieta
– Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi, przecież jesteś inteligentną kobietą. Z Raphaelem będziesz szczęśliwsza i on tego chce, da ci wszystko czego będziesz pragnęła – Lucas wstał z łóżka i stanął na środku pokoju.
– Słyszałeś moja rozmowę z Raphaelem? – zapytała wiedząc, że nie uzyska odpowiedzi. – Jesteś zazdrosny? – uśmiechnęła. – Mężczyzna gwałtownie odwrócił się w jej stronę – Ja? zazdrosny? O kogo? Tego całego Raphaela? – kpił młody mężczyzna.
– Nie! O mnie! – odpowiedziała pewna siebie.
Lucas podszedł bliżej niej – Odkąd cię poznałem, wiedziałem, że jesteś szaloną wariatką! – zreflektował się.
– No to, szaloną czy wariatką, zdecyduj się, bo wydaje mi się, że to prawie to samo,a nie chce całkiem ześwirować w twoich oczach! – Charlie! – wykrzyczał Lucas – Na miłość boską zachowuj się poważnie!
– Chyba podobało ci się, że jestem taka szalona? – pytała
Lucas westchnął – Charlie znamy się już dłuższy czas – wziął ją za ręce. – Kocham cię taką szaloną, jesteś taka wspaniała, szanujesz to co robię, dzielisz się mną z muzyką i tymi ludźmi, którzy przychodzą na moje koncerty, umawialiśmy się na początku, że będzie to luźny związek, bez żadnych deklaracji
– Narazie – weszła mu w słowo Charlie – myślałam,że będąc ze mną zmienisz trochę nastawienie
– Nie przerywaj mi – wtrącił Lucas – więc, miało być bez żadnych deklaracji,ale poznałem ciebie bardziej i wiem, że chcesz więcej,naprawdę zdaje sobie z tego sprawę, ale ja nie potrafię ci tego dać! – wyrzucił z siebie i oparł się o ścianę.
– Skąd wiesz, że nie dasz radę, skoro nie chcesz spróbować? – pytała Charlotte – przecież jest tyle gwiazd aktorskich, muzycznych, którzy potrafili ułożyć sobie jakoś życie, mają, rodziny,dzieci….
– A później wszystko ląduje na pierwszych stronach gazet: separację, rozwody, zdrady, ślubu itd. A ja nie chce żeby jacyś paparazzi wtrącali się w moje życie, a później wszystko opisywali w gazetach!
– Przecież połowa rzeczy jest wymyślona, tylko po to, żeby się lepiej sprzedawało!
– Ale to rani rozumiesz?! – wykrzyczał – Już wystarczająco dużo na początku mojej kariery naczytałem się, że chodzi od klubów do klubów, szukam dziewczyn i zdradzam jedną po drugiej!
– Ważne,by razem przejść przez życie w takich chwilach – odpowiedziała
– Charlie – Lucas podszedł do kobiety, poprawiając kosmyk jej włosów. – Życie to nie bajka, to nie komedia romantyczna, która zawsze kończy się ślubem – Charlie objęła dłońmi jego szyję. – Czego ty się boisz?
W oczach Lucasa pojawiły się łzy, uwolnić się z objęć kobiety i stanął do niej tyłem. – Mój ojciec krzywdził moja matkę psychicznie i fizycznie. Dobrze, że miała na tyle sił, by się z nim rozwieść i odejść od niego. Nigdy nie myślałem, że słowa mogą ranić bardziej niż czyny. – odwrócił się do Charlie – Nie chce,żebyś cierpiała przeze mnie, jeśli nam nie wyjdzie. Obiecałem, że nie skrzywdzę żadnej kobiety, w przeciwieństwie do ojca. Uciekłem w muzykę, bo ona pozwala mi zapomnieć, pozwala mi się przenieść w inny świat, w lepszy świat, daje mi tyle radości, jest takim światłem w ciemnym tunelu, po którym dąży dalej, dlatego mój pierwszy album nosi nazwę ,, Light The Night ” – Charlie podeszła do niego i przytuliła go mocno. – Nie skrzywdziłem mnie – szeptała – Skrzywdzisz siebie, jeśli nie spróbujesz, ale ja nie będę cię zmuszać, żebyś ze mną został, bo to nie ma większego sensu – Lucas popatrzył jej głęboko w oczy i pocałował mocno. – Muszę wyjść.
Nagle zamknęły się za nim drzwi.
– Ale Lucas, jest prawie północ! – krzyczał, ale on na pewno nie słyszał jej słów. Po policzkach Charlie płynęły rzewkie łzy.
* * *
Było północ. W hotelowym korytarzu panowała błoga cisza. Nagle słychać było skrzypnięcie schodów i odgłos zamykanych drzwi. Mężczyzna kierował się do pokoju, położył ciężką dłoń na klamce, ale nie zdarzył otworzyć drzwi. Poczuł nieznośny ból, nie zdążył nawet krzyknąć, upadł na podłogę i zapadł w ciemność.

Kilka metrów dalej młody mężczyzna skulony, opierał się o ścianę. Nagle usłyszał głośno odgłos zapadania. Wstał i poszedł w kierunku usłyszanego dźwięku, cicho stąpając po podłodze. Szybko znalazł włącznik prądu i oświetlił cały korytarz. Chwilę po tym mało co, nie potknął się o leżące ciało. Uklakł obok, zobaczywszy krew spływającą z głowy leżącego człowieka. Sprawdził puls. Nagle nad nim i ciałem mężczyzny pojawiły się sylwetka kobiety, która w ulamkach sekund wydała z siebie przeraźliwy krzyk, niewątpliwie budząc wszystkich gości znajdujących się w hotelu.

Rozdział 20

         Piękne miasteczko Sarnen juz całkowicie pokrył zmrok. Zmrok, który krył w sobie tajemniczość. Hope otworzyła drzwi i przez kilka chwil nie mogła wydobyć z siebie żadnego głosu. Przed nią stał przemoczony do szpiku kości Collin.
Woda spływała z niego strumieniami, opierał się o futrynę drzwi. W jego oczach krył się ból, strach, żal, widać było,że był przerażony. Dziewczyna wzięła go za ręce i wciągnęła do pokoju.
– Jezu, Collin co się stało? – pytała zdenerwowana. – Cały się trzęsiesz z zimna! Nie masz co robić, tylko chodzić w taką pogodę na spacery? – wyrzucała mu. – Poczekaj tu na mnie, zaraz przyniosę ci ręcznik, suche ubranie i gorąca herbatę. A ty ogrzej się przy kominku. – Collin stał jak zahipnotyzowany, jakby nie wiedział ci się z nim dzieje. Ukucnął na przeciwko kominka, w którym iskrzyły się płomyki ognia. Po chwili do pokoju wróciły Hope, podała mu duży, miękki ręcznik, jakaś białą koszulę i czarne spodnie i zaraz znowu wyszła. Wszystko działo się jak w jakimś transie szybko i nieprzewidywalnie, mężczyzna ściągnął ubrania, wytarł się ręcznikiem i niezręcznie zakładał rzeczy, które przyniosła mu kobieta. W pomieszczeniu panowała błoga cisza, słychać było tylko odgłosy palącego się drewna. Chwilę później obok niego usiadła Hope podając mu kubek gorącego napoju.
– Gorąca herbata z cytryną i miodem – odpowiedziała mu – to powinno cię rozgrzać. – Collin wziął z jej ciepłych dłoni duży czerwony kubek i wypił łyk herbaty. – Pyszna, dziękuję Ci, jesteś aniołem – uśmiechnął się tym swoim szelmowskim stylem. Hope także odpowiedziała mu uśmiechem.
– Mogłeś dostać zapalenia płuc, jesteś cholernie nieodpowiedzialny, co ty w ogóle wyrabiasz? – pytała juz poważnie, robiąc wyrzuty.
– Może tak byłoby lepiej… – zaczął, a Hope wbiła w niego wzrok. – Na pewno łatwiej, gdybym zniknął z tego świata.
– Co ty wygadujesz? – oburzyła się – dla kogo łatwiej? Co się stało? – pytała. Collin wziął ja za ręce.
– Pamiętasz, jak niedawno powiedziałem ci, ze jeszcze coś wydarzy się w moim życiu, coś co wstrząsnie moim życiem, przewróci je do góry nogami, że już nigdy nie będę szczęśliwy? Noi stało się, a to przecież jeszcze nie koniec, bo morderca jest wśród nas!
– Collin, co się dzieje, przerażasz mnie!
– Aaron nie był moim ojcem! – wykrzyknął i schował twarz w dłoniach, na twarzy młodej kobiety pojawiło się wielkie zdziwienie.
– Ale jak to? Nic nie rozumiem.
– Tu nie ma nic do rozumienia, od dwudziestu czterech lat matka mnie oszukiwał! Na siłę chciała zrobić z Aarona mojego ojca, a ja na siłę chciałem być jego synem, i co? i przez to wszystko, przez te kłamstwa, niedomówienia, żale, straciłem ciebie, jedyną osobę na której mi tak naprawdę zależy, która nigdy mnie nie oszukała, a którą ja tak bardzo skrzywdziłem! Nie mam już siły na to wszystko! – Collin wstał i podszedł do okna. – I w dodatku człowiek, który był mi bliższy niż Aaron okazał się moim ojcem – zaśmiał się ironicznie, a Hope podniosła na niego wzrok, młody mężczyzna odwrócił się do niej. – Tak, Vincent Moreno to mój prawdziwy ojciec. – Hope podniosła się z podłogi i stanęła obok mężczyzny.
– On o tym wie? – zapytała cicho
– Matka mówi, że nie, nikt oprócz niej o tym nie wiedział i gdyby nie to zabójstwo pewnie nigdy nie poznał bym prawdy. Najgorsze co jeszcze mogło mi się przytrafić, to być okłamywanym przez własną matkę. Hope złapała Collina za ręce i przytuliła go do siebie bardzo mocno.
– Tak mi przykro – wyszeptała.
– Mi też – odparł, przepraszam, że Cię tak nachodzę wieczorami i zawracam ci głowę moimi problemami, ale tylko ciebie tu mam. Tylko tu mogłem przyjść, bo już naprawdę nie wiedziałem co mam zrobić – wyżalił się, przytulając się do niej jeszcze mocniej.
– Przestań, wariacie, przecież wiesz, że zawsze możesz nanie liczyć, o każdej porze dnia i nocy, nie zostawię cie tak – popatrzyła na niej i uśmiechneła się szeroko. Collin położył swoje dłonie na jej ramionach i przez chwilę wpatrywał się w jej twarz
– Jesteś taka wyjątkowa – wyszeptał, ujął jej twarz w dłonie i składał jej namiętny pocałunek
– Gdybym mógł cofnąć czas, nie padłoby tyle przykrych słów. – Hope przeczytała palcami jego gęste, miękkie w dotyku włosy
– Ale czasu już nie cofniemy. – złapała go za ręce – Chodź, mam coś na poprawę humoru. – Usiedli na podłodze przy kominku, kobieta wyjęła z szuflady bombonierkę.
– Częstej się, czekoladki z likierem, bardzo dobre.
Collin uśmiechnął się i wziął jedną z czekoladek, Hope poszła jego śladem, przytulając się do młodego mężczyzny. Collin objął ją ramieniem, przyciskając do siebie, gdy tymczasem palce drugiej ręki delikatnie i badawczo błądziły po jej twarzy. Kciukiem musnął dolną wargę i Hope słyszała, jak wciąga powietrze. Patrzył jej prosto w oczy, a ona nie uciekała spojrzeniem przez chwilę,a może przez całą wieczność… Ale w końcu uwagę kobiety przyciągneły jego piękne usta. Wpatrywał się jak urzeczona w idealnie wykrojniki usta Collina, a on pociemniałych oczy nie odrywał od Hope. Słyszała, jak oddycha, podczas gdy ona w ogóle przestała to robić.
W pewnej chwili Hope podniosła się i wyszeptała : Kocham Cię Collin, bardzo cię kocham. – Collin podszedł do niego powoli. Pewny siebie, seksowny z płonącymi oczami, a jej serce zaczynało łomotać. Krew szybciej krążyła w całym ciele. Podniecenie, gęste i gorące wlewało się do jej podbrzusza.
– Tak vardzj marzyłem o chwili, gdy znowu wypowiesz te słowa. – powiedział i delikatnie rozpiął jej swetr. – Zdajesz sobie sprawę, z tego.,jak bardzo cie pragnę Hope? – szepcze. Młoda kobieta oddychała płytko i nierówno. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Podniósł dłoń i delikatnie przesunął palcem po jej policzku. Pochylił się i pocałował ją. Zdjął z niej bluzkę, składając delikatne jak piórko pocałunki na jej brodzie i w kącikach ust. Zanurzył obie dłonie w jen włosach, chwytając jej głowę z obu stron. Oplótł ją ramionami i przyciągnął do siebie, ściskając mocno. Jedną ręką nadal trzymał w jej włosach, podczas gdy druga wędruje w dół kręgosłupa DJ jej talii o niżej. Ścisnął delikatnie jej pośladki. Hope chwyciła go za ramię, niepewnie podniosła ręce do jego twarzy i wsunęła palce we włosy. Popchnął ją lekko w stronę łóżka. Rzucił jej spojrzenie spod niewiarygodnie długich rzęs, a jego oczy miały odcień rozpalonej, przydymionej szarości. Sięgnął do góry i rozpiął guzik w jej dżinsach, by po chwili rozpiąć zamek. Nie spuszczał wzroku z jej oczu, jego ręce podażały w kierunku talii muskając skórę, a potem przesuwały się do tyłu. Zsuwał się powoli po pośladkach, aż do ud, zdejmując z niej dżinsy
– Jesteś taka piękna Hope – szeptał. Pocałunkami podążał w górę jej brzucha i zanurzał język w pępku. Położył się obok niej, zdejmując delikatnie i pieszczotliwie biustonosz i majtki. Delikatnie dmuchał na jedną pierś, podczas gdy jego podąża do drugiej, a kciuk wolno roluję czubek sutka, wydużając go. Jego usta zamykają się na jej drugim sutku. Jego zęby zaciskają się na jej brodawce, kciuk i palec wskazujący ciągną mocno, a Hope rozpada się w rękach Collina na tysiące kawałków, z udręczonym ciałem. Całuje ją mocno, jego język w jej ustach pochłania jej krzyk.
Na zegarze wybiła dwudziesta druga, a młodzi kochankowie przeżywali rozkoszne, upojne chwilę w swych ramionach.

Rozdział 19

          Nad Sarnen zachodził zmierzch, wiatr ucichł, a deszcz pada z mniejszą intensywnością. Atmosfera między niektórymi członkami rodziny była coraz gęściejsza. Charlie siedziała w hotelowym barze. Była ubrana w czarną spódnicę u ciemną bluzkę. Piła pomarańczowy sok, ale była jakby nieobecna. Może dlatego nie zauważyła,że obok niej usiadł młody przystojny mężczyzna.
-Cudowna jak zawsze, taka jaką cie zapamiętałem ostatnio – wyszeptał cicho,melodyjnym głosem.
– Raphael? – Charlie nie ukrywała zdziwienia. – Co ty tutaj robisz? – odwróciła się w jego kierunku patrząc w jego niebieskie oczy.
– Od kilku dni tu przebywam. Przykro mi z powodu twojego ojca. Ten defektów ze mną rozmawiał
– No tak, to dlatego się pytał o mojego byłego narzeczonego – westchneła. – Nie chce na ten temat rozmawiać. Za dużo się wokół tego wszystkiego dzieje. – Ale mów co tam u ciebie słychać? – zapytała, uśmiechając się
– Tęskniłem za tym twoim uśmiechem, za twarzą, całą tobą – uśmiechnął się lekko – U mnie w sumie nic się nie zmieniło. A u ciebie chyba dużo się zmieniło po naszym rozstaniu?
– Sugerujesz, że nie mogłam ułożyć sobie po tym życia? – zapytała z ironią
– Nie, oczywiście, że nie. Masz prawo być szczęśliwa, ułożyć sobie życie z kim chcesz, ale nie wiem, czy tam piosenkarz jest mężczyzną dla ciebie.
– Tak, bo ty najlepiej wiesz, kto byłby dla mnie idealny – zasugerowała. – A tak w ogóle to skąd wiesz o Lucasie?
– Nie dało się nie zauważyć. On jest osobą publiczną, a wiadomo jaką siłę rażenia mają media. Jesteś z nim szczęśliwa?
– A dlaczego pytasz?
– Powinnaś raczej spędzać czas z nim a nie siedzieć tutaj – odpowiedział
– Cóż za ciekawa konkluzja! – zreflektowała się Charlie
– Nie chce, żebyś pomyślała, że życzę Ci źle. Owszem jesteś szalona i pod tym względem pasujecie do siebie, ale on nie da ci poczucia bezpieczeństwa, nie da ci spokojnego domu, o dzieciach pewnie już nie mówiąc …
– Nawet go nie znasz, wiec nie mów tak – przerwała mu
– Przestań się oczekiwać, takie jest życie gwiazd i ty o tym dobrze wiesz.
– Dziękuję, że się o mnie martwisz. To miłe, ale poradzę sobie. I proszę nie układaj mi teraz życia. Przypominam ci, że to ty chciałeś, żebyśmy się rozstali, mimo, że byłyśmy zaręczyni. – Charlie odłożyła szklankę z sokiem i wstała z krzesła kierując się ku wyjściu. Mężczyzna wybiegł za nią
– Charlie, zaczekaj – Raphael złapał kobietę za ramię, a ta odwróciła się w jego kierunku. – Wiem, że to ja wszystko popsułem, to był mój błąd, że pozwoliłem ci odejść, nie oskarżam cię o nic. Może nie przekreślajmy ot, tak, tego, co było między nami,przecież to były dobre lata, może teraz …
– Rafa, ja nie zapomnę tego, co było między nami – przerwała mu kobieta
– To było ważne dla mnie, cieszę się, że spotkałam cię na swojej drodze życia wniosłeś dużo w mój świat i myślałam, że wszystko nam się uda, pokonaliśmy najtrudniejszą przeszkodę: mojego ojca, a mimo to nie wyszło nam, więc tak musiało być – Charlie położyła Raphaelowi dłoń na ramieniu.
– Czyli przegrywam tą bitwę z Lucasem? – uśmiechnął się – Nie mamy szans? – spojrzał jej głęboko w oczy. Charlie przytuliła się do Raphaela, a on objął ją mocno.
– Chce, żebyśmy było przyjaciółmi, to ważne dla mnie – wyszeptała cicho.
– Pewnie, dla ciebie wszystko, przecież wiesz – uśmiechnął się, złapał ją za ramiona i lekko musnął jej usta swoimi. Charlie złapała go za dłonie. – Ale pamiętaj, że jeśli coś ci w życiu nie wyjdzie, to ja jestem, wiesz gdzie mnie znaleźć.
-Dzięki, ale mam nadzieję, że nie będzie to konieczne – uśmiechnął się.
Po tej rozmowie każde z nich poszło w swoją stronę, a sytuację w jakiej znaleźli się Charlie i Raphael obserwował młody mężczyzna.

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 429
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 5